I chyba ostatni, co? Przynajmniej w tym roku :)
Ubiegły tydzień był dla mnie z gatunku tych ciężkich. Najpierw mąż miał służbowy wyjazd. Kiedy z 2+2 robi się 1+2, obowiązki się mnożą, a czas na odpoczynek kurczy się znacząco. Potem syn B przywlókł jakieś choróbsko. W ciągu dwóch dni ból gardła i katar rozgościły się u mnie. Nim dokończyłam zdanie "Jak dobrze, że chociaż Syn B jest zdrowy", Syn B wrócił ze szkoły informując, że "koleżanka X wymiotowała dzisiaj 2 razy zupełnie bez powodu". 6 godzin później on też już wymiotował. Wszystko czego było nam trzeba to rota, czyż nie? Trochę to trwało zanim się pozbieraliśmy.
Cóż choroby dzieci zdarzaj się zawsze, nawet na ostatniej prostej przed Świętami. Dobrze że nie miałam na ten czas zaplanowanych intensywnych zakupów czy porządków.








